Nova Medusa


Idź do treści

TECHNOLOGIE

04.04.2020

Skąd się wziął SARS-CoV-2?

Nietypowe zapalenie płuc w wyniku zarażenia wirusem typu SARS wystąpiło w południowej prowincji Chin Guangdong w 2002 roku. Rok później Chińska Akademia Nauk podjęła decyzję o budowie laboratorium w kilkunastomilionowym obecnie Wuhan. Laboratorium w Wuhańskim Instytucie Wirusologii rozpoczęło działalność w styczniu 2018 roku jako pierwsza w kraju placówka spełniająca standardy czwartego, czyli najwyższego stopnia bezpieczeństwa biologicznego określanego skrótem BSL-4 (biosafety level), albo P4 (pathogen or protection level). Taki poziom zabezpieczeń wymagany jest do pracy z najgroźniejszymi wirusami typu Ebola, Marburg, Lassa, MERS, czy właśnie SARS. Tym samym miało ono dołączyć do tak uznanych placówek jak laboratoria w Atlancie (USA), czy Kolcowo w Rosji, gdzie nb. 16 września 2019 roku miała miejsce niezwykle niebezpieczna awaria. Musimy mieć przy tym świadomość, że laboratoria tego typu, to bardzo zaawansowane technicznie kombinaty, wobec których zautomatyzowane fabryki aut, czy komputerów, to zaledwie zabawki z klocków lego.

Według jednej z hipotez prowadzone w Wuhan doświadczenia na nietoperzach mogły zarazić naukowców. Ze względu na opóźnione objawy zarażenia doszło do zmasowanej ekspansji koronawirusa SARS-CoV-2.
Władze chińskie twierdziły już w styczniu b.r., że jest to „teoria spiskowa”, gdy po raz pierwszy potwierdziły w styczniu 2020 r. istnienie nowego wirusa i jego "transmisję" przez ludzi. Konsternację a nawet szok w środowisku badaczy wywołał fakt, że właśnie to laboratorium miało prowadzić badania nad nowymi ekstremalnie niebezpiecznymi chorobami zakaźnymi, gromadzić próbki wirusów, a równocześnie pełnić rolę „laboratorium referencyjnego” Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Zastrzeżenia środowiska naukowego wiązały się w znacznej mierze z ideologicznym sposobem zarządzania w obszarze badań i ich wykorzystania militarnego we współczesnych, mocarstwowych Chinach. A jak wiadomo granica między badaniem medycznym, a kreacją broni biologicznej, jest iluzoryczna, bo zależy głównie od dysponenta wirusa. Bardziej idealistycznie przedstawiał to jego dyrektor Yuan Zhiming. Wg niego placówka miała być "kluczowym węzłem w globalnej sieci laboratoriów bezpieczeństwa biologicznego” - twierdził. (cyt. za forsal.pl, 27.01.2020)

Wskazanie praprzyczyny pandemii SARS-CoV-2 nie jest oczywiste z kilku przyczyn:
- wybuch epidemii właśnie w Wuhan może być oprócz zaniedbania, lub nieszczęśliwego wypadku (koincydencja z niedawnym terminem otwarcia), równie dobrze wynikiem prowokacji, co zresztą sugerowały władze chińskie wobec zarzutów administracji amerykańskiej;
- dobrze udokumentowana naukowo naturalna droga migracji wirusa od ssaków (nietoperzy) do organizmów ludzi przez handel na targowisku mogła być wspomożona przez wyhodowanie w którymś z laboratoriów "wzorcowego" modelu wirusa i rozprowadzenie go środowisku przyrodniczym;
- wirus SARS-CoV-2 jest "podstępnie" destruktywny w sensie społecznym, gdyż wstępne objawy słabo różnicują go względem sezonowej grypy, a równocześnie
de facto nie niszczy aktywnej siły roboczej. Tak więc z psychopatycznego punktu widzenia "optymalizuje" strukturę ludzkiej populacji. Wysoce selektywny mechanizm eksterminacji przez koronawirus - prawie wyłącznie ludzi ze "zużytym" systemem odporności, a więc głównie starych i chorych - przypomina przez analogię uzasadnienie eksterminacji Żydów przez hitlerowską Rzeszę jako destruktywnego elementu gospodarki państwa.
- efekty badań prowadzonych w Superlaboratoriach biologicznych mają siłę rażenia zbliżoną do broni nuklearnej, a jednocześnie trudno udowodnić, kto wirusa lub bakterię spuścił ze smyczy. Widzimy zatem gołym okiem, że jest to broń niemal idealna dla potencjalnego agresora. Niemal, bo produkt biologiczny cechują nieoczekiwane mutacje, co może uderzyć rykoszetem w napastnika, nie mówiąc o odwecie, jako, że wiele państw wspiera tajne badania nad bronią biologiczną. Globalni i lokalni militaryści oraz technokraci nie wszystko potrafią przewidzieć, gdyż poza narzędziami zniszczenia, do Boga sporo im jeszcze brakuje. Głównie wieloaspektowej wizji celu kreatywności. (sjw)


02.04.2020

Koronowirus SARS-CoV-2. Praktyka, fakty, domysły

- Co czwarta, piąta osoba zakażona tym "koronkowym" wirusem ma poważniejszy przebieg choroby. Statystycznie - gdy ma się więcej niż 60 lat i osłabiony organizm z racji zaszłości zdrowotnych, albo aktualnie osłabiony układ odpornościowy (choroby, wycieńczenie, stres psychiczny) u osób młodszych. Ważne jest też nastawienie, waleczność, nie poddawanie się. W obecnej sytuacji warto wzmacniać odporność zdrową dietą (jaja, mięso chude i ryby, warzywa - w miarę możliwości nie mrożone, owoce, np. jabłka) i umiarkowanym ruchem (gimnastyka przy uchylonym oknie, jakieś domowe prace i naprawy). Nie przemęczamy się, nie przejadamy się, nie przyswajamy n a d m i a r u suplementów, bo może mieć to odwrotny skutek.
- Zarażenie drogą kropelkową (kichanie, okrzyki, wydmuchiwanie etc.) przeważnie do 1,5 m przez wdychanie zakażonego aerozolu, rzadziej przez usta i oczy. Brak dowodów, że wirus wnika drogą pokarmową, ale nie jest to wykluczone, więc profilaktycznie należy szczególnie dbać o czystość potraw i rąk podczas ich przyrządzania. Bezpieczną odległość od osoby kichającej trudno wyznaczyć, bo jeden wykonuje krótkozakresowy "apsik", a inny kicha jak z armaty kierując strumień wyrzutu powietrza w twarz rozmówcy lub klienta, a nie w dół, czy obok. Kasłanie bądź kichnięcie w "rękaw" może powodować przekierowanie się części aerozolu w różne kierunki, gdyż ubiór absorbuje tylko jego część. W takim przypadku osoba kaszląca powinna nosić maseczkę, bo może ona pochłonąć większość wyrzucanych drobnoustrojów (nie tylko z koroną).
- W warunkach domowych wirusa eliminuje dokładne mycie rąk mydłem i płynami odkażającymi. Żywność można myć żelem, płynem do naczyń, np. skórkę pomarańczy, jeśli gotujemy lub pieczemy, to wystarczy dokładnie opłukać wodą z zabrudzeń. Wirus ginie w temperaturze powyżej 60-70 st.C, więc w polskiej kuchni raczej nie ma szans.
- Koronawirus Sars C-2 dobrze się czuje w chłodnym i suchym środowisku (od 5 st.C bez "mokrej" pogody), tak więc być może wiosenna i letnia aura zahamuje jego ekspansję.
- Podstawą zatrzymania pandemii jest izolacja osób zarażonych, co trudno zazwyczaj stwierdzić przed rozpoczęciem zakażania. Izolacja totalna i wyłuskiwanie chorych z powszechnej kwarantanny przez 2-3 miesiące jest jedyną, choć radykalnie wyniszczającą taktyką.

Sądząc po selektywności tego wirusa spełnia on wszelkie kryteria broni biologicznej, którą zamówił w laboratorium jakiś szaleniec bądź organizacja. Pragnący pozbyć się z ludzkiej populacji "osobników" obciążających znaczącymi kosztami budżety państw i towarzystw ubezpieczeniowych. Słowem - starych, chorych i słabych. Przy okazji można doprowadzić do ruiny oraz zwasalizować ekonomicznie i politycznie całe grupy społeczne, a nawet liczne firmy i państwa. Pandemia jest hardkorową próbą wytrzymałości i zdolności przetrwania społeczeństw. Solidarność lub jej brak będzie ważnym testem dla przyszłości ludzi. Testem człowieczeństwa albo odczłowieczenia. (sjw)


20.03.2020

Zrównoważona dieta. 10 substancji, których często brakuje w codziennym jadłospisie

......................................................................................................................
Przytaczam artykuł miesięcznika "Zdrowie" sprzed 7 lat. W 100% (niestety) aktualny. Niestety też, niektórzy telewizyjni eksperci z pewną pogardą odnoszą się do kwestii suplementowania diety. Wynika to z tego, że w przeciwieństwie do 90% rodaków, oni sami stosują zrównoważoną dietę, albo też ktoś o to dba, by Pan Doktor lub Profesor tak właśnie się odżywiał.
Dlatego warto przypomnieć czego nam brakuje, by nasza dieta była z r ó w n o w a ż o n a i wzmacniała, a nie wyniszczała organizm. Z grubsza nic nadzwyczajnego - jemy wszystkiego po trochu. Jeśli nie znajdziemy produktów, które nam taką dietę zapewniają, np. z powodu nietoleracji pokarmowej, to trzeba stosować suplementy. Jednak z głową, by "cudownego" suplementu nie przedawkować i sobie bardziej nie zaszkodzić!
Żeby nie wróżyć z fusów może warto naradzić się z lekarzem dietetykiem i zrobić sobie badanie w laboratorium. Bywa to niezłą inwestycją we własne zdrowie, bo ciężki przebieg choroby, to często wynik jednostronnego odżywiania. A teraz już obiecany artykuł. (sjw)
......................................................................................................................

Braki pewnych substancji w diecie widoczne są w kondycji organizmu. Łamliwe paznokcie, problemy z kośćmi i stawami, podwyższony cholesterol to oznaki niedoborów witamin i innych substancji. Monitoruj w diecie ilość witaminy D, magnezu, wapnia, błonnika, kwasu OMEGA-3, luteiny, kwasu foliowego i probiotyków.
Oto substancje o udokumentowanym wpływie na zdrowie, których może brakować w naszej diecie.

1. Witamina D
Ważna jest nie tylko dla układu kostnego, ale i sercowo-naczyniowego. Komu polecana: wszystkim Polakom w sezonie jesienno-zimowym; osoby po 65. roku życia powinny przyjmować ją cały rok.
2. Magnez
Niezbędny do prawidłowego funkcjonowania układu nerwowego i krążenia. Komu polecany: osobom pijącym dużo kawy, żyjącym w stresie, stosującym mało zróżnicowaną dietę ubogą w orzechy, rośliny strączkowe, produkty pełnoziarniste.
3. Wapń
Jest potrzebny przede wszystkim do budowy i utrzymania w zdrowiu kości i zębów. Komu polecany: osobom, które jadają mało produktów mlecznych, są uczulone na białko mleka krowiego, kobietom po menopauzie.
4. Błonnik
Rozpuszczalny sprzyja przede wszystkim utrzymaniu właściwego poziomu cholesterolu i glukozy we krwi, nierozpuszczalny normalizuje funkcje układu pokarmowego. Komu polecany: osobom, które jadają za mało warzyw i owoców oraz produktów pełnoziarnistych.
5. Kwasy omega-3
Wpływają korzystnie na układ krążenia, nerwowy, stawy, odporność. Komu polecane: wszystkim, którzy nie jadają ryb morskich 2 razy w tygodniu, kobietom w ciąży i karmiącym piersią (kwas DHEA), osobom z podwyższonym ryzykiem chorób układu krążenia, nadciśnieniem tętniczym, reumatoidalnym zapaleniem stawów.
6. Luteina
Jak żaden inny antyoksydant chroni plamkę żółtą przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych. Komu polecana: osobom, u których w rodzinie występowało zwyrodnienie plamki żółtej (AMD), i seniorom.
7. Wyciąg z żurawiny
Zawiera proantocyjanidyny, które zapobiegają przywieraniu bakterii do dróg moczowych. Komu polecany: kobietom ze skłonnością do zapalenia dolnych dróg moczowych.
8. Kwas foliowy
Zapobiega wadom cewy nerwowej u płodu. Korzystnie wpływa na układy nerwowy i krążenia. Komu polecany: kobietom w ciąży lub planującym macierzyństwo, osobom jadającym za mało warzyw zielonolistnych i produktów pełnoziarnistych, osobom z wysokim stężeniem homocysteiny.
9. Probiotyki
Normalizują florę bakteryjną w układzie pokarmowym i w pochwie. Komu polecane: osobom zażywającym antybiotyki, kobietom ze skłonnościami do grzybicy lub bakteryjnego zapalenia pochwy, dzieciom z alergią pokarmową.
10. Kwas gammalinolenowy
Zawierają go oleje z ogórecznika i wiesiołka. Reguluje gospodarkę lipidową, sprzyja zachowaniu sprawności stawów. Komu polecany: osobom starszym, u których często występuje niedobór tego kwasu.

.........................................................................................................................
2013-04-12
Jolanta Dyjecińska - artykuł pochodzi z miesięcznika "Zdrowie" | Konsultacja: dr Magdalena Makarewicz-Wujec, dietetyk, Warszawski Uniwersytet Medyczny
https://www.poradnikzdrowie.pl/diety-i-zywienie/diety/czego-brakuje-w-diecie-10-substancji-aa-yKjG-7ogJ-ThMY.html



15.03.2020

Praktyczny płyn dezynfekcyjny

W ramach walki z koronawirusem, nie czekając na preparat dezynfekcyjny od prezesa Obajtka, sporządziłem miksturę do walki z wirusem na klawiaturach komputerowych, klamkach etc. Wystarczyło opłukać pojemnik po płynie do szyb, wlać flaszkę denaturatu (0,5l, wersja bezbarwna) i dodać ciut mniej niż dwa razy po 100 ml wody (popularnej "setki"). Uzyskujemy mieszaninę alkoholu i wody w proporcji ok. 7:3, a do wygranej z Covid(em)-19 wystarcza stężenie od 60-80%. Koszt ~ 6 zł za 675 ml płynu. Uwaga! Większe i słabsze niż podane stężenie alkoholu nie gwarantuje "ubicia" koronawirusa, bo nie likwiduje jego osłony.

Nie opryskujemy rąk (bo nadmiernie wysusza skórę), ani tym bardziej twarzy, nie wdychamy oparów, a zapachowe efekty po opadnięciu "mgiełki" i przewietrzeniu nie będą raczej szkodliwe, Obecnie denaturat nie zawiera metanolu (raczej nie zawiera, bo ponoć zakazano takiej mieszanki, gdyż eksterminowało to "smakoszy" tego specyfiku). Ze względu na zniechęcające do konsumpcji komponenty smakowe trudno jednak polecać płyn do odkażania rąk, czy owoców, chyba, że dodatkowo obmyjemy je detergentem, choć nie ma to specjalnie sensu, bo zwykły płyn do rąk niszczy osłonkę tego wirusa.

Tak więc "antywirusa" na bazie denaturatu używamy do bardziej podejrzanych lub trudno dostępnych powierzchni, które w dodatku szybko wyschną. Tyle, że klawiaturę usb odłączamy, a komputer lub laptop wyłączamy z sieci i wyjmujemy baterię (ważne!). By nie zalać klawiatury w laptopie, gdy jest podłączona do baterii można opryskać miksturą listek ręcznika papierowego i nim czyścimy ostrożnie zabrudzone miejsca, co preferuję osobiście, gdyż taka procedura jest najbardziej bezpieczna. Większość klawiatur nie jest wodoszczelna, dlatego można doprowadzić do spięcia i poważnych uszkodzeń laptopa nawet, jeśli pozostawimy tylko baterię. (sjw)






12.03.2020

Inkubatory koronawirusa Covid-19 w Europie

Na przykładzie obecnej pandemii widać gołym okiem, że w sytuacji zagrożeń, Unia Europejska wykazuje całkowitą i beznadziejną bezradność. Fakt ten wskazuje na pilną potrzebę kompletnej wymiany kadr w tej niezwykle kosztownej i bezużytecznej organizacji. Niestety dostrzegli to tylko Brytyjczycy.

Drugim faktem jest nikły udział zakażeń wtórnych na początku epidemii w naszym kraju. Podstawowym źródłem narastania zakażeń jest "pompowanie" ich z Włoch oraz Niemiec z racji dużego ruchu granicznego. Przyczyniła się do tego "ślepa" skłonność polskiej klasy średniej i wyższej do zimowania we włoskich Alpach, a także praca zarobkowa setek tysięcy rodaków w Niemczech. Niestety niemal jedynym przeciwdziałaniem jest obecnie badanie gorączki na granicy, co jest zawodne z dwóch powodów. Po pierwsze, skok temperatury ciała następuje nie od razu po infekcji, po drugie może nie wystąpić w ogóle.

Musimy sobie mocno uświadomić, że w przypadku chorób zakaźnych pewna liczba zarażonych jest tzw. "liczbą ciemną", czyli nieprecyzyjnie określoną lub całkiem nieznaną. W przypadku obecnej pandemii koronowirusa Covid-19 część ludzi, zwłaszcza młodych, w tym dzieci, nie choruje lub przechodzi infekcję bezobjawowo. Równocześnie mogą infekować tych, którzy mają słabszy system odpornościowy, np. starszych lub schorowanych. Dlatego też wszyscy, którzy wracają z ognisk epidemii powinni przejść obowiązkowe diagnozowanie na Covid-19.

Nie chcę pastwić się tutaj nad decydentami, ale nie bardzo rozumiem czemu nie wdrożono od razu:
- obowiązkowej kwarantanny dla osób przybywających z rejonów objętych epidemią;
- zakazu komunikacji autokarowej i lotniczej z rejonami objętymi epidemią;
- indywidualnego badania podróżnych przed wyjazdem lub wylotem, a także separowania chorych ujawnionych podczas podróży.

Jeśli chodzi o autokary i samoloty wypchane polskimi turystami z Włoch, Niemiec, czy choćby z Anglii, to musimy mieć świadomość, że są to potencjalnie inkubatory epidemii w Polsce. Każdy, dorosły lub dziecko, zarażony koronawirusem ma "szansę" podczas kilkudziesięciominutowej albo kilkugodzinnej podróży zakazić co najmniej kilka osób, które potem nieświadomie przekazują go dalej w postępie geometrycznym. Ponadto, Polska, jako kraj dotąd w miarę bezpieczny, ściąga "turystów", którzy w efekcie paniki uciekają ze światowych ognisk epidemii. Takie samo ryzyko niosą jedno- lub kilkudniowe wypady biznesowe albo turystyczne, bo dworce lotnicze i tereny eurometropolii nie są wolne od zagrożenia infekcją Covid-19. Przekonała się o tym choćby tak eksponowana osoba, jak generał Jarosław Mika Dowódca Generalny Rodzajów Sił Zbrojnych RPIII.

Dlatego też, odpowiedzialna władza państwowa Trzeciej RP nie może nie dostrzegać największego kanału infekcji. Zapewne nagłaśnianiem tego nie są zainteresowane, ani branża turystyczna, ani komunikacyjna. A rząd podobnie - też to przemilcza, i w dodatku z tych samych motywów, czyli ekonomicznych. (sjw)


02.20.2020

Czteropak o wirusie z Wuhan

1. Do Polski może dotrzeć (dotarł?) z dużym prawdopodobieństwem albo z Chin, Korei Płd., Japonii, Włoch, Niemiec, albo ze Wschodu tj. Ukrainy, Białorusi lub Rosji, gdzie powszechna profilaktyka chorób zakaźnych jest słabo rozwinięta. Prawdopodobieństwo rośnie wraz z migracją z ognisk epidemii i dużym ruchem transgranicznym. Jednak graniczna selekcja zdrowych na podstawie normalnej temperatury nie jest 100-procentowo pewna na wczesnym etapie infekcji. Są dwie hipotezy powstania epidemii, albo zaszła mutacja dotąd nieszkodliwego dla ludzi wirusa odzwierzęcego, albo - wymknięcie się próbki z laboratorium w Wuhan, gdzie eksperymentowano z tym typem wirusa.

2. Diagnozowanie tego wirusa bez specjalistycznych testów nie jest praktycznie możliwe. Typowe objawy choroby, to gorączka, duszność, zmęczenie, suchy kaszel, a także u niektórych bóle mięśni lub głowy, przekrwienie błony śluzowej nosa, katar, ból gardła lub biegunka. Niemal identyczne jak w grypie. Leczenie jest jedynie objawowe, bo szczepionka powstanie jak dobrze pójdzie za kilka miesięcy, gdy według optymistów epidemia ma już szansę wygasnąć.

3. Koronawirus 2019-nCoV może być o tyle niebezpieczny, że nabyta dość powszechnie w różnych częściach świata, nie tylko przez przez Polaków, odporność na różne odmiany grypy niestety nie zabezpiecza przed nim. Pewne części ludzkiej populacji mogą być mniej odporne na tę odmianę wirusa, tak jak to było z Indianami i wirusem grypy przywleczonym przez białych osiedleńców. Z dotychczasowej analizy ok. 3000 zgonów (2-3% ogółu zarażonych) można stwierdzić, ze zagraża głównie osobom powyżej 65 lat i ludziom schorowanym, osłabionym, o mocno zdewastowanym układzie odpornościowym. Szczególnie zagrożeni są przewlekle chorzy na astmę, cukrzycę, choroby serca, czyli znowu podobnie jak w cięższym przebiegu grypy. Miejmy nadzieję, że obecna dość ograniczona "zjadliwość" wirusa nie przeobrazi się wskutek mutacji w coś trudniej uleczalnego.

4. Należy więc:
- unikać tłumu, zakupów i przejazdów tramwajami i autobusami w godzinach szczytu. W ostateczności odwracamy twarz od osób kaszlących, kichających, odsuwamy się od źródeł infekcji jak najdalej, minimum 1,5 metra. Nie chodzi tu nawet o koronowirusa, ale jakąkolwiek infekcję, która może osłabić nasz organizm;
- stosować częściej prane niż zazwyczaj rękawiczki, myć ręce mydłem lub żelem, a gdy gołą ręką dotykaliśmy klamek wejściowych do domu, poręczy w przejściach etc. Maseczki wkładamy wtedy, gdy sami już jesteśmy "zagrypieni" i nie chcemy innych infekować, bo niewiele dają, gdy ktoś na nas kichnie. Za to po wyjściach nie zaszkodzi umycie wodą z mydłem także twarzy, w tym powiek, nozdrzy, ust, a więc miejsc wilgotnych, gdzie osadzają się uliczne pyły.;
- radykalnie poprawić odporność dzięki diecie i preparatom prozdrowotnym, do diety włączyć czosnek, cebulę (w rozsądnych ilościach, by nie siadły nam na wątrobie);
- jesli korzystaliśmy z toalety publicznej, np. w domu towarowym, to do kontaktu z kranem i wysuszenia rąk, bądź twarzy, najlepiej użyć dwóch różnych chusteczek do nosa. Włączanie nadmuchu do suszenia rąk, z racji ożywionej cyrkulacji powietrza, wzbija chmary wirusów i bakterii. Chyba, że jest to całkiem sterylna łazienka, ale takiej nie widziałem nawet w szpitalu:);
- rozpylać lub obmywać wodą z denaturatem, albo preparatami z chlorem, "podejrzane" opakowania pochodzące z poczty lub sklepu, ale z zachowaniem zdrowego rozsądku. To samo z posadzkami. By nie zaszkodzić domownikom wdychaniem trujących oparów lub podrażnieniem oczu, takie pomieszczenia trzeba przewietrzyć po wyschnięciu posadzki;

- antybiotyki stosować tylko wtedy, gdy leczymy (lub zagraża nam) inne schorzenie bakteryjne. Wirusy, to nie bakterie i antybiotyki im nie szkodzą;
- zachować optymizm, ale kontrolowany przez ostrożność i roztropność. Nie dajmy się koronkom! Precz z koroną! Niech żyje Republika! (sjw)


---------------------------------------------------------------------------------------

07.06.2015

W sieci supermarketów HEB w Teksasie pojawiły się zaskakujące komunikaty: zabroniono kupowania jaj na sztuki, a pojedynczy klient nie może nabyć więcej niż trzy opakowania po 12 jaj każde - informuje washingtonpost.com. To na pozór dziwne zarządzenie ma bardzo ważną przyczynę - może uratować zdrowie, a być może życie.

Powodem, dla którego sieć sklepów HEB wprowadziła reglamentację sprzedaży jaj jest ptasia grypa rozprzestrzeniająca się po całych Stanach Zjednoczonych. Wirus stosunkowo nowego szczepu H5N2 spowodował wybicie już 45 mln kur i indyków. To aż 10 proc. populacji tych ptaków w USA. Jeśli sytuacja będzie się pogarszać, na amerykańskim rynku może zabraknąć jaj. Już teraz ich ceny w hurcie wzrosły o 120 proc!

Szalejący w Ameryce wirus ptasiej grypy to nie tylko ogromne straty finansowe i obciążenie dla gospodarki, ale również potencjalne zagrożenie dla zdrowia obywateli. Dlatego m.in. w sklepach HEB zakazano kupowania jaj luzem - produkt ten należy bowiem przechowywać w szczelnym opakowaniu, aby nie miał on kontaktu z inną żywnością (odradza się również spożywanie surowych jaj i zaleca parzenie ich wrzątkiem przed użyciem - wirus ginie dopiero pod wpływem wysokiej temperatury). (onet.zdrowie)

Komentarz: Wirus ptasiej grypy jest niebezpieczny ze względu na łatwość podlegania mutacjom, tak więc na drodze naturalnej może nastąpić "wyprodukowanie" przez olbrzymią i niezwykle mobilną populację ptaków jego odmiany zagrażającej ludziom. Równie efektywnie mogą wyprodukować taki szczep laboratoria naukowe lub przemysłowe podporządkowane państwom lub organizacjom terrorystycznym.

Ze względu na to, niezwykle ważne jest rozwijanie badań nad systemem immunologicznym człowieka oraz produkcją szczepionek w Polsce z udziałem funduszów państwowych. W przeciwnym razie będziemy skazani na łaskę lub niełaskę światowych koncernów w razie zabójczych epidemii. (sjw)

22.03.2015

Zdaniem kandydata PSL na prezydenta RP Adama Jarubasa negocjowana umowa o wolnym handlu między USA a Europą (TTIP), niesie wiele zagrożeń, m.in. możliwość napływu żywności modyfikowanej genetycznie.
- To czego się obawiam, to możliwość bardzo mocnego narzucania przez Stany Zjednoczone chociażby genetycznie modyfikowanej żywności. Polska, Europa, broni się przed napływem właśnie tej produkcji. Jest w tym wiele zagrożeń, nie mamy przekonujących badań, które by pokazywały, że genetycznie modyfikowana żywność, jeśli nie odezwie się nawet w pierwszym pokoleniu, to być może za kilkadziesiąt lat okaże się, że nie jest to zdrowe – mówił na konferencji prasowej w Trzebownisku koło Rzeszowa.

Jarubas wyraził obawę, czy konkurencja europejskiego, w tym polskiego rolnictwa z wysokoproduktywnym, takim towarowym" rolnictwem amerykańskim będzie dla nas korzystna. Zauważył m.in. że USA ma naturalną przewagę jaką są niższe ceny energii. W jego opinii konieczne jest zatem zaangażowanie w negocjowanie tej umowy zarówno struktur Parlamentu Europejskiego, ale także polskiego prezydenta. (za onet.wiadomości)

Komentarz: Istotnie, nie mamy gwarancji, że niektóre modyfikacje genetyczne żywności nie okażą się szkodliwe dla naszego organizmu. W końcu można obserwować fakt, że ocena przydatności składników menu ulega zmianom, i to nieraz radykalnym, w przeciągu jednego pokolenia. W dodatku dotyczy to potraw znanych od tysięcy lat, a więc już doskonale "przetestowanych" na kolejnych populacjach ludzi bądź zwierząt. Teraz stykamy się z sytuacją całkiem nową, bo sami możemy stać się testerami niesprawdzonych pokarmów, bo każda modyfikacja genetyczna może nieść zagrożenia. Oczywiście procesy zmian genetycznych w świecie przyrody są codziennością, ale eksperymenty nad produkcją roślinną i zwierzęcą posiadają swoją specyfikę. A mianowicie nie do końca wiemy, jakie dyrektywy narzuciły koncerny badaczom, bo wszak proces ingerencji w genotyp bynajmniej nie jest w takich przypadkach transparentny.

Tak więc, być może dla ułatwienia lub potanienia produkcji za rok, dwa lub dziesięć, tańsze produkty wyprą, to co zdrowe i ekologiczne. A my będziemy się dziwić, że nam to nie służy, mimo, że jemy coś polecanego przez dietetyków. A ponieważ organizm budowany jest z tego co jemy, to kto wie, czy nie zbudzimy się kiedyś do reszty zmodyfikowani! I spełni się wówczas marzenie komunistów o stworzeniu całkiem nowego człowieka... (sjw)


18.03.2015

Co piętnasty pracujący Niemiec wspomaga się dopalaczami. Po środki pobudzające albo uspokajające sięgać może nad Renem 5 mln pracowników. Robią to by zwiększyć swoją wydajność - ujawnia opublikowany właśnie raport tamtejszej kasy chorych DAK.

Liczba zatrudnionych korzystających - pomimo braku wskazań medycznych - ze środków dopingowych wydawanych tylko na receptę wzrosła w ciągu sześciu lat z 4,7 proc. do 6,7 proc. wszystkich pracujących - informuje DAK. Milion zatrudnionych sięga regularnie po doping.

DAK przeanalizowała dane 2,6 mln ubezpieczonych, uzupełniając raport o ankietę wśród 5 tys. osób pracujących w wieku od 20 do 50 lat. DAK jest trzecią pod względem liczby ubezpieczonych kasą chorych w Niemczech. Należy do niej 6,2 mln osób. Autorzy raportu twierdzą, że w rzeczywistości liczba osób szpikujących się lekarstwami ze względu na presję w miejscu pracy jest znacznie wyższa - może wynosić nawet 5 mln.

DAK zwraca uwagę, że wbrew popularnym mitom najbardziej zagrożoną grupą nie jest kadra kierownicza, lecz pracownicy gorzej wykwalifikowani oraz zatrudnieni zagrożeni utratą pracy. W tej grupie lekarstwa "na stres" bierze 8,5 proc. osób. Wśród kadry kierowniczej z dopingu korzysta natomiast tylko 5,1 proc. badanych. (za Money.pl)

Komentarz: Liczba pracowników, którzy w rzeczywistości sięgają po środki dopingujące jest liczbą "ciemną", gdyż ani badania ankietowe, ani analiza recept, nie są w stanie ujawnić prawdziwej skali tego procederu. Skłania ich do tego "wyścig szczurów" organizowany w firmach, gdy urojona maksymalizacja efektywności przerasta możliwości fizyczne lub psychologiczne znacznej części zatrudnionych. Dochodzi do tego jawny lub utajony mobbing, co prowadzi w wielu przypadkach do depresji, załamań neurotycznych, a nawet rozwoju psychoz.

Związki zawodowe i inne organizacje społeczne powinny przeciwstawiać się takim dewiacyjnym procesom, gdyż
niehumanitarne warunki pracy nie dotyczą tylko uwięzionych lub nieletnich gdzieś na Dalekim Wschodzie, ale rozwijają się w najlepsze niczym barszcz Sosnowskiego w centrum Europy, w Niemczech, w Belgii, czy Polsce. W krajach takich jak Polska dodatkowym elementem stresogennym może być deprecjacja płacowa pracownika, co nie tylko obniża jego samoocenę, ale może w sposób radykalny zaniżać jakość wyników pracy. W wielu zawodach w Polsce mamy sytuację wysokich wymagań połączonych z płacą na poziomie minimum życiowego. Rodzi to potencjalny konflikt z pracodawcą i nieetyczne postawy u obu stron. Niestety zakres tego konfliktu ujawni się zapewne dopiero podczas kolejnego wybuchu niezadowolenia społecznego, gdyż zjawiska te albo nie są u nas badane, albo też są utajniane i dostępne wyłącznie elitom rządzącym. (sjw)


03.12.2014

Funkcjonariusze CBA zatrzymali 14 osób - pracowników ZUS i firm komputerowych - w związku ze śledztwem dotyczącym nieprawidłowości przy przetargach informatycznych dla ZUS. Sprawdzane jest postępowanie na zakup drukarek - dowiedziała się Polska Agencja Prasowa w Prokuraturze Okręgowej Warszawa-Praga. Wśród zatrzymanych są trzy osoby pracujące w departamencie zarządzania systemami informatycznymi ZUS - poinformowała rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga Renata Mazur. Z nieoficjalnych informacji PAP wynika, że wśród zatrzymanych jest też b. członek zarządu ZUS ds. informatycznych, który obecnie pracuje w Ministerstwie Finansów. Chodzi o obecnego pełnomocnika ds. informatycznych MF.

To nie pierwsze śledztwo CBA w związku z informatyzacją urzędów. W ostatnich miesiącach głośne było dochodzenie w sprawie korupcji w MSWiA, gdzie w związku z ustawianiem przetargów zatrzymano około 40 osób. Wśród nich są wysocy urzędnicy ministerstwa, między innymi były wiceszef MSWiA. (za wiadomości.wp.pl)

Komentarz:
Liczba przestępstw informatycznych rośnie w szybkim tempie wraz z przyrostem potrzeb przetwarzania danych w sieciach komputerowych. Jest to swoiste signum temporis XXI wieku. Warto zauważyć, że korupcja w instytucjach państwowych dotyczy nie tylko samego wyboru oferty, ale także takiego "ustawienia" przetargu, które przesądza z góry o nieuchronnym wyborze konkretnego oferenta.

Organy ścigania muszą więc posiadać bardzo głęboką wiedzę o optimum poszczególnych przetargów, by móc właściwie oceniać patologie w polskich instytucjach publicznych. Powinny się zatem "otworzyć" na najzdolniejszych, bo spece od korupcji też nie zasypiają gruszek w popiele i dbają o kaperowanie geniuszy komputerowych. Często przeradza się to w "brudną wojnę" z udziałem szantażu, porwań, czy inwigilacji życia prywatnego. Powszechna komputeryzacja ma zatem nie tylko jasne strony i by obniżyć koszty, dobrze byłoby zadbać o prewencję. Myślę głównie o precyzyjnych i dobrze przemyślanych regułach prawnych, ale cóż, jaki mamy Sejm, takie też są ustawy... (sjw)



20.11.2014

Jak się okazało, oprogramowanie przygotowane na wybory samorządowe nie sprawdziło się. Co więcej, wiele wskazuje, że zostało napisane niechlujnie, a programy nie zostały w żaden sposób zoptymalizowane. Do sieci wypłynął kod źródłowy Kalkulatora Wyborczego przeznaczonego dla Komisji Obwodowych, który niestety wyglądał tragicznie. Internauci wypisują błędy, jakie w nim występują. Zwracają m.in. uwagę na problemy ze stworzonymi plikami XML, w których występują problemy z nazwami i klasami. Programiści często powtarzali też duże części kodu, co świadczy jedynie o słabej znajomości dobrej metodologii pisania programów: "kod wyglądający jakby go pisali studenci 1szego roku na darmowych praktykach" to jedno z łagodniejszych określeń internautów.

Na facebookowym profilu Marka Małachowskiego pojawiła się obszerna analiza kodu, a sam autor wskazał wręcz niewybaczalne w tym przypadku niedopracowanie. Logowanie przy pomocy niepodpisanego klucza cyfrowego, który może wygenerować dosłownie każdy, pozwala na bezproblemowe wejście do systemu jako członek dowolnej komisji okręgowej. Co więcej, potrzebne jest do tego jedynie przejrzenie ogólnodostępnej instrukcji obsługi.

Wskazuje się, że Kalkulator Wyborczy niestety nie był w żadnym stopniu zabezpieczony. Sam kod źródłowy programu pojawił się w sieci jeszcze przed wyborami, więc osoby potrafiące rozpoznać krytyczne błędy, mogły je wykorzystać. Sytuacja jest tak groteskowa, że powstał nawet konkurs na najgorszy fragment kodu, a cała sytuacja komentowana jest nie tylko u nas, ale i na zagranicznych eksperckich forach. Miejmy nadzieję, że wszystkie osoby zaangażowane w projekt wyciągną wnioski z tej przykrej sytuacji i w przyszłości nie będziemy świadkami podobnych wydarzeń. (za onet.technowinki)

Komentarz: Możliwość logowania się w roli członka dowolnej komisji wyborczej, to nie tylko frajda dla początkujących hakerów, ale także możliwość wpływania na ich wynik. Sprawa polskich wyborów była szeroko dyskutowana na forach skupiających informatyków za granicą i można przypuszczać, że wielu z nich miało szansę "buszować" w oprogramowaniu wyborczym. Czy wskutek tego wprowadzono istotne zmiany w wynikach wyborów, trudno jest to przesądzić na obecnym etapie wyborczego chaosu. (sjw)


28.10.2014

Rodzima spółka, która zajmuje się promowaniem polskich wynalazków związanych z energetyką, przekonuje, że ma wynalazek, który "odkształci rozumienie energetyki odnawialnej w Polsce i na świecie".

Chodzi o nowy typ farm wiatrowych, tzw. "Pionowe siłownie wiatrowe Piskorza", które charakteryzują się zupełnie odmienną konstrukcją od tradycyjnych elektrowni wiatrowych w formie gigantycznych wiatraków.
Jest to polski wynalazek, polska produkcja i polska firma - podkreśla firma.

Jak przekonuje spółka ProEnergetyka na swojej stronie internetowej, pionowe siłownie wiatrowe są znacznie doskonalsze od dotychczas stosowanych na całym świecie rozwiązań.

ProEnergetyka wylicza liczne zalety, jakimi mają charakteryzować się pionowe siłownie na tle wiatraków. Są to m.in. czterokrotnie niższy próg siły wiatru, przy którym zaczynają działać, praca przy każdym kierunku wiatru, wysokość maksymalnie 30 m, dzięki czemu nie jest wymagana zgoda Urzędu Lotnictwa Cywilnego, 1,5 raza większa efektywność, a także niższe koszty eksploatacji.

Jak informuje Polskie Radio, do tej pory zbudowano jedną elektrownię nowego typu - w miejscowości Kodeń na Podlasiu. W tym roku jeszcze "pójdzie" rzeszowskie i stocznie w Trójmieście. Zainteresowanie jest duże nie tylko w Polsce, ale także zagranicą, szczególnie w Azji - przekonuje Sylwester Salach z firmy ProEnergetyka. (wp.biztok.pl)

Komentarz: Konstrukcja "nadbudowanych turbin" wydaje się być bardziej odpowiednia dla naszych dość umiarkowanych powiewów. Miejmy nadzieję, że nie pozwolimy jakiemuś koncernowi na wykupienie i zduszenie produkcji polskiej konkurencyjnej firmy. Producentów wiatraków może to bowiem bardzo boleć!
Internauci już się zastanawiają, czy zniszczy ich a. fiskus, b. mafia, c. rząd, d. służby specjalne innych państw,

Należy drobiazgowo sprawdzić, czy urządzenia te nie naruszają cudzych patentów i jest szansa nawet na podbój rynku unijnego, bo urządzenia są bardziej wydajne i tańsze od kolosów ze śmigłem! Rząd powinien roztoczyć specjalną ochronę nad tego typu produkcją. (sjw)


03.10.2014

W numerze 10/2014 Świata Wiedzy zaprezentowane zostały 100 trucizn i zagrożeń występujących w popularnych produktach spożywczych. Oto niektóre z nich:

Solanina, tomatyna - naturalna trucizna w niedojrzałych, zielonych pomidorach i kiełkujących ziemniakach (zielone miejsca przy kiełkach wycinamy z zapasem). Jeden niedojrzały pomidor ma 25 mg trucizny, dawka śmiertelna - 400 mg. Mniejsza dawka - objawy silnego zatrucia żołądkowego, jelit i nerek.


Ołów i arsen - w Tajlandii i Chinach część upraw ryżu skażona jest tymi pierwiastkami (uprawa na polach w okolicy kopalń i hut lub po bawełnie). Wieloletnie spożycie tych metali ciężkich może spowodować, m.in. raka skóry lub żołądka. Chiny za dopuszczalną górną granicę arsenu w 1kg ryżu uznały 150 mg i przy przekroczeniu jej ryż jest przeznaczony na eksport. Unia Europejska nie uwzględnia tej trucizny w swoich normach (?!)

Tłuszcze trans (utwardzone) - ponoszą odpowiedzialność (już od 5 gramów w potrawie) za zwiększenie ryzyka udaru lub zawału. Występują szczególnie w ciastach francuskich, fryturach, krakersach, pasztetach, batonikach, musli, chipsach i frytkach.

Listeria - bakteria, która może wystąpić w surowej kiełbasie (biała, metka, surowa wędzona), dobrze się namnaża w warunkach chłodniczych, stąd może infekować surowe mięso. Listerioza niekiedy jest nieuleczalna.

Aspartam - w napojach bezcukrowych i gumie do żucia. Puszka lemoniady zawiera do 200 mg aspartamu, który w organizmie, ulega przemianie, m.in. na metanol, a następnie rakotwórczy formaldehyd (neurotoksyna). Formaldehyd ten kumuluje się w organizmie. Tak więc należy wykazywać umiar w korzystaniu z produktów zawierających ten słodzik.

Powyższa lista będzie uzupełniana.


Komentarz: Zagrożenia dla zdrowia Polaków występują nawet w przypadku bardzo popularnych produktów. Najczęściej nie zdajemy sobie sprawy, że serwowany nam z uśmiechem przez sprzedawców towar może być dla nas niebezpieczny. Dlatego też, żądajmy od władz państwowych i koncernów spożywczych, by zadbały o nasze bezpieczeństwo żywnościowe. Niestety, bez specjalistycznych badań na które nas po prostu nie stać, nie jest to możliwe. Wiążą się z tym spore koszty, ale należy zarówno władzom, jak i właścicielom koncernów uświadomić, że znacznie droższe od prozdrowotnych badań jest ludzkie życie i zdrowie!


18.09.2014

27 lat po katastrofie w Czarnobylu niepewne jest finansowanie betonowej osłony, która ma zabezpieczać resztki zniszczonego reaktora - informuje Deutsche Welle. Brakuje pieniędzy na budowę ochronnej powłoki zabezpieczającej resztki reaktora w Czarnobylu. Deficyt wynosi obecnie 615 mln euro, donosi Niemiecka Agencja Prasowa (dpa) powołując się na informacje z kręgów rządowych. Bez pomocy finansowej Niemiec i innych państw G7 grozi wstrzymanie projektu.

W październiku odbędzie się pod przewodnictwem niemieckiego ministerstwa środowiska spotkanie ekspertów G7 ds. bezpieczeństwa nuklearnego, podczas którego toczyć się będą rozmowy m.in. o ukraińskim reaktorze w Czarnobylu. (wp.wiadomości)


Komentarz: Pieniądze na "sarkofag" czernobylski raczej się znajdą, aczkolwiek do kosztów użytkowania elektrowni jądrowych powinny być dodawane koszty katastrof, zarówno tych realnych, jak Fukushima i Czernobyl, jak i potencjalnych. Być może okaże się wówczas, że koszt elektrowni jądrowych odbiega od dotychczasowych rachunków. (sjw)


=============== Nr 4 (21) 2014 ================ Nr 4 (21) 2014 ===============

25.07.2014

Firma Adidas wprowadza do futbolu przełomową innowację. To piłka Smart Ball z zamontowanymi czujnikami, wykorzystująca technologię Bluetooth Smart i przekazująca dane do aplikacji. Służy ona do treningu stałych i kluczowych fragmentów gry, takich jak rzuty karne, wolne, kornery, długie podania oraz strzały na bramkę.

Piłka dostarcza do aplikacji (dostępnej wyłącznie na iPhone oraz iPod Touch) precyzyjne dane m.in.: siłę strzału oraz punkt uderzenia, dzięki czemu można analizować i przewidywać trajektorię lotu oraz podkręcenie. Smart Ball to narzędzie, które wspiera trenerów w szlifowaniu piłkarskiego rzemiosła ich zawodników – od techniki strzału po zwiększanie jego siły.

miCoach Smart Ball umożliwia wykształcenie kompletnego warsztatu piłkarskiego. Intuicyjna aplikacja podzielona jest na programy treningowe oraz sekcje techniczne zawierające instrukcje nawet najbardziej zaawansowanych zagrań. Zakładka „wyzwania” to zbiór zadań dla gracza, np. wykonanie strzału z odpowiednią prędkością lub po określonym torze. Aplikacja umożliwia również zapisywanie wszystkich treningów i śledzenie postępów w czasie. (za WP, Sport)


Komentarz: Wreszcie elektronika wkracza śmielej do zatęchłego świata futbolu. Umożliwi to nie tylko rozstrzygnięcie kontrowersyjnych sytuacji piłkarskich przez widzów i ekspertów, ale także zrewolucjonizuje szkolenie zawodników. Tym bardziej, że oferowana przez Adidasa technologia nie wygląda na nazbyt elitarną z uwagi na koszt sprzętu. Zwłaszcza po jej niezwykle prawdopodobnym sklonowaniu przez firmy Państwa Środka.

Jedyną istotną przeszkodą dla stosowania tego rodzaju nowinek podczas meczów mogą być działacze FIFA i UEFA oraz macherzy od totalizatorów, dla których fałszowanie widowiska sportowego przy pomocy skorumpowanych sędziów było znacznie prostsze. Wyrafinowana technika jest znacznie trudniejsza do sfałszowania, gdy poznanie technologiczne koresponduje z poznaniem naocznym. Bo mamy wtedy do czynienia z podwojoną kontrolą rzeczywistości. (sjw)


10.07.2014

"Puls Biznesu" donosi, że prof. Henryk Skarżyński, wieloletni dyrektor państwowego Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu (IFPS), zwyciężca plebiscytu "Ludzie Wolności" organizowanego przez "Gazetę Wyborczą" i TVN pod honorowym patronatem prezydenta RP B. Komorowskiego. zamawia sprzęt i usługi warte miliony złotych w spółkach należących do członków rodziny. IFPS to nie tylko instytut naukowy, ale także największy ośrodek laryngologiczny w Polsce, którego pacjenci są w ramach opieki medycznej wyposażani w aparaty słuchowe. Wśród głównych dostawców Instytutu są spółki syna Henryka Skarżyńskiego, synowej i jej brata oraz bratanka. W 2013 r. podpisały one z IFPS umowy ramowe warte 12,6 i 10,6 mln. zł.

W IFPS wszczepiono do tej pory ponad 4 tys. implantów ślimakowych, importowanych z Cypru i Łotwy. Dziennikarska dociekliwość "Pulsu Biznesu" pozwoliła ustalić, że jedna spółka łotewska i dwie cypryjskie zostały powołane wyłącznie na potrzeby polskiego instytutu, co zapewnia im gigantyczną rentowność na poziomie 27 proc. Prof. Skarżyński jest zdania, że relacje publicznego instytutu z prywatnymi spółkami, których właścicielami są członkowie jego rodziny, nie rodzą żadnych konfliktów interesów. (za Onet, Biznes)

Komentarz:
Z pewną nieśmiałością pozwoliłbym się różnić w poglądach prawnych z podejściem Profesora. Otóż wszelkie relacje instytucja-rodzina są nie tylko objęte dość ścisłą procedurą formalno-prawną, ale pociągają za sobą określone skutki prawne. Dziw nad dziwy, że tego typu przedsiębiorstwo rodzinne mogło sobie funkcjonować przez całe lata nie budząc zainteresowania organów praworządności. Ale cóż, jeśli przez trzy lata kelnerzy mogli nagrywać najważniejsze osoby w państwie z ministrem Spraw Wewnętrznych na czele, to państwowo-prywatna dystrybucja aparatów słuchowych jawi się jako "mały pikuś". (sjw)


14.06.2014

Polski zespół "Need for C" zdobył złoto w pierwszych mistrzostwach świata dla programistów, które odbyły się w w Helsinkach.

Za pokonanie siedmiu innych finalistów Wojciech Jaskowski i bracia Tomasz oraz Piotr Żurowscy otrzymali wydrukowane na drukarce 3D złote medale oraz 5000 euro do podziału. Warto nadmienić, że kwalifikacje mistrzostw rozpoczęły się w kwietniu b.r. z udziałem ponad 4000 programistów z 92 krajów.

Zadanie programistów polegało na stworzeniu wirtualnego samochodu rajdowego, który wyposażony byłby w sztuczną inteligencję, pozwalającą mu na 100-procentowo autonomiczne wyścigi.

Komentarz: Fantastyczny sukces. Na Zachodzie dla tak utalentowanych młodych ludzi otwierają się rozliczne bramy kariery zawodowej. W Polsce posady są zablokowane przez zamulonych pociotków elity politycznej, więc niech na za wiele nie liczą. Ale nie muszą się martwić o przyszłość. Zagraniczne firmy mają w Polsce skautów wyszukujących młode talenty, nie tylko piłkarskie, więc będą mogli przebierać w ofertach! A my możemy jedynie zadowolić się dumą z rodaków, bo w samej Polsce potrzebni są tylko ludzie do czarnej roboty, a nie mistrzowie świata w programowaniu. (sjw)


06.06.2014

5 czerwca w "Dużym Formacie", dodatku do "Gazety Wyborczej", Krzysztof Krauze zabrał głos w sprawie prawa do eutanazji. Reżyser, u którego zdiagnozowano raka, jest jej zwolennikiem. "Moje prawo do eutanazji nie narusza niczyjej wolności. Umieraj, jak chcesz, i pozostaw tę wolność mnie" – zaznacza Krauze.

Na łamach "Dużego Formatu" Krauze pisze, że ma prawo, aby odejść "godnie". Reżyser otwarcie mówi o tym, że jest za prawem do eutanazji. "Jestem zwolennikiem swego własnego samobójstwa. Mój Bóg, z którym rozmawiałem rano, powiedział mi: rób, co chcesz, tylko nie dręcz innych" – dodaje. Krzysztof Krauze uważa również, że w dzisiejszych czasach temat eutanazji został "upolityczniony tak samo jak in vitro i przeliczony na głosy".

Krauze, który zmaga się z rakiem, uznaje, że cierpienie jest bezcelowe, że okalecza i odbiera rozum, a agonię w torturach zostawia biskupom. Proponuje, by Polacy leczyli się z wielowiekowej depresji i wpuścili życie do kościołów. (za Onet, Film)

Komentarz: Krzysztof Krauze wypowiada się tak, jak gdyby w każdym sklepie nie było środków, które mogą człowieka uśmiercić, a Episkopat nie zezwalał na ich zakup. Myślę, że nie tylko ludzi pokroju reżysera Krauzego stać choćby na litr spirytusu, który zapewni eutanazję osłabionego lekami pacjenta w miłej atmosferze na wzór Petroniusza z "Quo vadis".

Problem większości chorych jest zasadniczo odmienny od rozterek histerycznych bogaczy. NSZ niestety nie nadąża za światem, gdzie przykładowo na chorobę nowotworową stosuje się coraz częściej bardzo skuteczną, nieokaleczającą i nieinwazyjną kurację immunologiczną, czy bioelektroterapię. Zamiast upowszechniać tego typu metody, przez ostatnie lata ciągnie się dysputy jak zmniejszyć kolejki do specjalisty i przyspieszyć niezbędne zabiegi. Jest to typowe "bicie piany", bo kolejki do specjalistów trzymają się dzielnie, ale przynajmniej może "ciemny lud to kupi", że rządowi koryfeusze tak się zamartwiają jego losem.

Niewątpliwie eutanazja jest jeszcze skuteczniejszą i tańszą metodą skrócenia kolejek, aniżeli kuracja immunologiczna. Że też ów czarnosecinny Episkopat musi sabotować tak proste i genialne równocześnie pomysły uzdrowienia naszej ojczystej służby zdrowia... (sjw)



01.06.2014

Gruźlica odporna na antybiotyki

(...)

Choroba zazwyczaj objawia się m.in. gorączką, ogólnym osłabieniem, utratą masy ciała. Można także zauważyć powiększone węzły chłonne. Charakterystyczne jest, że powoduje poważne zmiany w płucach. W efekcie pacjent intensywnie kaszle, czasem pluje krwią. Nieleczona gruźlica może prowadzić do śmierci. Obecnie leczenie jest długotrwałe (ok. 6 miesięcy), ale dobrze prowadzone prowadzi do całkowitego wyzdrowienia. Problem pojawia się jednak, gdy nie przebiega ono prawidłowo lub zostanie przerwane zbyt wcześnie.

To właśnie nieodpowiednie leczenie, a zwłaszcza jego zbyt wczesne przerywanie, spędza dziś sen z powiek specjalistom zajmującym się kwestiami zdrowia na świecie. Może ono bowiem prowadzić do uodpornienia się prątków, a co za tym idzie – zachorowania na tzw. gruźlicę lekoodporną (wielolekoodporną). I to właśnie ta choroba jest notowana u coraz większej liczby ludzi w niektórych rejonach naszej planety.

Warto zaznaczyć, że przed dwoma laty w Indiach pojawiły się przypadki gruźlicy całkowicie lekoodpornej, którą WHO uznała za osobną kategorię choroby. Jak wówczas informowano, pacjenci byli chorzy całkowicie nieuleczalnie. I choć podobnych zachorowań jest znacznie mniej, to według badaczy jest to wyjątkowo niebezpieczne, bo oznacza ewolucję choroby od "normalnej" gruźlicy do choroby totalnie odpornej na leki.

(...)

Obecnie gruźlica zabija na świecie niemal tyle samo osób, co HIV i AIDS. – Co roku pojawia się ok. 450 tys. przypadków lekoodpornej gruźlicy. I to jest najbardziej przerażające, gdy zostajesz z mniejszą liczbą opcji leczenia, a co gorsza, część z nich jest toksyczna – mówi Mario Raviglione z WHO. Według eksperta, epidemia może różnie przebiegać w różnych częściach świata, ale pozostaje problemem międzynarodowym. - Aż 60 proc. przypadków odnotowuje się w Rosji, Indiach, Chinach, Republice Południowej Afryki. Więc jeśli tam sytuacja się nie poprawi, to i w skali światowej nie będzie lepiej – mówi Raviglione.

Również w jego opinii szczególnie niepokojąca jest sytuacja w RPA. – W tej części świata jest szczególnie dużo zarażonych HIV. W efekcie gruźlica może rozprzestrzeniać się wyjątkowo szybko, gdy HIV wzmocni jej efekt – wyjaśnia. Wirus osłabia bowiem układ odpornościowy człowieka i sprawia, że prątki gruźlicy mogą błyskawicznie przenieść się i opanować dany organizm.

Jak zapobiec epidemii?

Naukowcy starają się zrobić wszystko, by zapobiec globalnej epidemii. W zeszłym tygodniu 67. Światowe Zgromadzenie Zdrowia zatwierdziło długoterminową globalną strategię w sprawie gruźlicy wielolekoodpornej. Zakłada ona zmniejszenie liczby zgonów o 95 proc. do 2035 roku. Specjaliści zwracali także uwagę na coraz powszechniejszy problem z nieskutecznością antybiotyków i ryzykiem, iż liczne choroby stają się nieuleczalne.

Dlatego WHO zależy na poprawieniu diagnostyki i leczenia lekoodpornej gruźlicy, na którą nie działają antybiotyki, w rejonach szczególnie dotkniętych przez tę chorobę. Ponieważ leczenie wymaga brania przez pacjentów leków przez co najmniej dwa lata i – jeśli ma odnieść skutek – nie może być przerwane, to jest to bardzo trudny proces. Na przeszkodzie stoją także kwestie ekonomiczne. Nowe leki są bardzo drogie, a ponieważ problem dotyczy głównie krajów rozwijających się, pacjentów zwyczajnie na nie nie stać.

Sytuacja w Polsce

W Polsce, podobnie jak na świecie, dominującą postacią jest gruźlica płuc. W roku 2011 zarejestrowano w naszym kraju 8478 przypadków. Zapadalność (22,2/100 tys. ludności) jest jednak wciąż wyższa niż średnia w krajach Unii Europejskiej oraz w Norwegii i Islandii (współczynnik 14,2/100 tys. ludności). Lekarze zwracają uwagę, że nierzadko objawy, podobne do zwyczajnej grypy, są bagatelizowane, więc wielu nosicieli nie wie, że choruje. Ponadto nierzadko turyści przywożą do kraju zmutowane formy choroby. Problemem jest także mało poważne podejście do leczenia i wypisywanie się przedwcześnie z terapii, która musi przebiegać pod nadzorem medyka.

Co możemy zrobić, by uchronić się przed chorobą? Częściowo zapobiega jej szczepienie (jego skuteczność z latami spada). Ponadto należy unikać kontaktu z zarażonymi, przestrzegać zasad higieny i zdrowego odżywania, a w grupach osób podwyższonego ryzyka przeprowadzać badania. Natomiast w razie zachorowania, bezwzględnie stosować się do zaleceń lekarza. W Polsce leczenie gruźlicy jest obowiązkowe i bezpłatne.
(Przytoczone fragmenty z Onet, Wiadomości, Świat, Choroby, 01.06.2014)

Komentarz: Od kilku lat środowiska lekarskie próbują nagłośnić zagrożenie epidemią nowej postaci gruźlicy. Niestety ministerstwo "zdrowia" pod wodzą B. Arłukowicza nie potrafiło przeprowadzić nawet masowych badań w tych rejonach, które negatywnie wyróżniają się w statystykach zachorowalności. W PRL-u mielibyśmy w analogicznej sytuacji akcję ogólnopolską. Ale żyjemy niestety w III. RP w której zdrowo się żyje tylko wybrańcom narodu. (sjw)





Powrót do treści | Wróć do menu głównego