Nova Medusa


Idź do treści

TECHNOLOGIE


------------------------ NOWA MEDUZA nr 24 --------------

07.06.2015

W sieci supermarketów HEB w Teksasie pojawiły się zaskakujące komunikaty: zabroniono kupowania jaj na sztuki, a pojedynczy klient nie może nabyć więcej niż trzy opakowania po 12 jaj każde - informuje washingtonpost.com. To na pozór dziwne zarządzenie ma bardzo ważną przyczynę - może uratować zdrowie, a być może życie.

Powodem, dla którego sieć sklepów HEB wprowadziła reglamentację sprzedaży jaj jest ptasia grypa rozprzestrzeniająca się po całych Stanach Zjednoczonych. Wirus stosunkowo nowego szczepu H5N2 spowodował wybicie już 45 mln kur i indyków. To aż 10 proc. populacji tych ptaków w USA. Jeśli sytuacja będzie się pogarszać, na amerykańskim rynku może zabraknąć jaj. Już teraz ich ceny w hurcie wzrosły o 120 proc!

Szalejący w Ameryce wirus ptasiej grypy to nie tylko ogromne straty finansowe i obciążenie dla gospodarki, ale również potencjalne zagrożenie dla zdrowia obywateli. Dlatego m.in. w sklepach HEB zakazano kupowania jaj luzem - produkt ten należy bowiem przechowywać w szczelnym opakowaniu, aby nie miał on kontaktu z inną żywnością (odradza się również spożywanie surowych jaj i zaleca parzenie ich wrzątkiem przed użyciem - wirus ginie dopiero pod wpływem wysokiej temperatury). (onet.zdrowie)

Komentarz: Wirus ptasiej grypy jest niebezpieczny ze względu na łatwość podlegania mutacjom, tak więc na drodze naturalnej może nastąpić "wyprodukowanie" przez olbrzymią i niezwykle mobilną populację ptaków jego odmiany zagrażającej ludziom. Równie efektywnie mogą wyprodukować taki szczep laboratoria naukowe lub przemysłowe podporządkowane państwom lub organizacjom terrorystycznym.

Ze względu na to, niezwykle ważne jest rozwijanie badań nad systemem immunologicznym człowieka oraz produkcją szczepionek w Polsce z udziałem funduszów państwowych. W przeciwnym razie będziemy skazani na łaskę lub niełaskę światowych koncernów w razie zabójczych epidemii. (sjw)

22.03.2015

Zdaniem kandydata PSL na prezydenta RP Adama Jarubasa negocjowana umowa o wolnym handlu między USA a Europą (TTIP), niesie wiele zagrożeń, m.in. możliwość napływu żywności modyfikowanej genetycznie.
- To czego się obawiam, to możliwość bardzo mocnego narzucania przez Stany Zjednoczone chociażby genetycznie modyfikowanej żywności. Polska, Europa, broni się przed napływem właśnie tej produkcji. Jest w tym wiele zagrożeń, nie mamy przekonujących badań, które by pokazywały, że genetycznie modyfikowana żywność, jeśli nie odezwie się nawet w pierwszym pokoleniu, to być może za kilkadziesiąt lat okaże się, że nie jest to zdrowe – mówił na konferencji prasowej w Trzebownisku koło Rzeszowa.

Jarubas wyraził obawę, czy konkurencja europejskiego, w tym polskiego rolnictwa z wysokoproduktywnym, takim towarowym" rolnictwem amerykańskim będzie dla nas korzystna. Zauważył m.in. że USA ma naturalną przewagę jaką są niższe ceny energii. W jego opinii konieczne jest zatem zaangażowanie w negocjowanie tej umowy zarówno struktur Parlamentu Europejskiego, ale także polskiego prezydenta. (za onet.wiadomości)

Komentarz: Istotnie, nie mamy gwarancji, że niektóre modyfikacje genetyczne żywności nie okażą się szkodliwe dla naszego organizmu. W końcu można obserwować fakt, że ocena przydatności składników menu ulega zmianom, i to nieraz radykalnym, w przeciągu jednego pokolenia. W dodatku dotyczy to potraw znanych od tysięcy lat, a więc już doskonale "przetestowanych" na kolejnych populacjach ludzi bądź zwierząt. Teraz stykamy się z sytuacją całkiem nową, bo sami możemy stać się testerami niesprawdzonych pokarmów, bo każda modyfikacja genetyczna może nieść zagrożenia. Oczywiście procesy zmian genetycznych w świecie przyrody są codziennością, ale eksperymenty nad produkcją roślinną i zwierzęcą posiadają swoją specyfikę. A mianowicie nie do końca wiemy, jakie dyrektywy narzuciły koncerny badaczom, bo wszak proces ingerencji w genotyp bynajmniej nie jest w takich przypadkach transparentny.

Tak więc, być może dla ułatwienia lub potanienia produkcji za rok, dwa lub dziesięć, tańsze produkty wyprą, to co zdrowe i ekologiczne. A my będziemy się dziwić, że nam to nie służy, mimo, że jemy coś polecanego przez dietetyków. A ponieważ organizm budowany jest z tego co jemy, to kto wie, czy nie zbudzimy się kiedyś do reszty zmodyfikowani! I spełni się wówczas marzenie komunistów o stworzeniu całkiem nowego człowieka... (sjw)


18.03.2015

Co piętnasty pracujący Niemiec wspomaga się dopalaczami. Po środki pobudzające albo uspokajające sięgać może nad Renem 5 mln pracowników. Robią to by zwiększyć swoją wydajność - ujawnia opublikowany właśnie raport tamtejszej kasy chorych DAK.

Liczba zatrudnionych korzystających - pomimo braku wskazań medycznych - ze środków dopingowych wydawanych tylko na receptę wzrosła w ciągu sześciu lat z 4,7 proc. do 6,7 proc. wszystkich pracujących - informuje DAK. Milion zatrudnionych sięga regularnie po doping.

DAK przeanalizowała dane 2,6 mln ubezpieczonych, uzupełniając raport o ankietę wśród 5 tys. osób pracujących w wieku od 20 do 50 lat. DAK jest trzecią pod względem liczby ubezpieczonych kasą chorych w Niemczech. Należy do niej 6,2 mln osób. Autorzy raportu twierdzą, że w rzeczywistości liczba osób szpikujących się lekarstwami ze względu na presję w miejscu pracy jest znacznie wyższa - może wynosić nawet 5 mln.

DAK zwraca uwagę, że wbrew popularnym mitom najbardziej zagrożoną grupą nie jest kadra kierownicza, lecz pracownicy gorzej wykwalifikowani oraz zatrudnieni zagrożeni utratą pracy. W tej grupie lekarstwa "na stres" bierze 8,5 proc. osób. Wśród kadry kierowniczej z dopingu korzysta natomiast tylko 5,1 proc. badanych. (za Money.pl)

Komentarz: Liczba pracowników, którzy w rzeczywistości sięgają po środki dopingujące jest liczbą "ciemną", gdyż ani badania ankietowe, ani analiza recept, nie są w stanie ujawnić prawdziwej skali tego procederu. Skłania ich do tego "wyścig szczurów" organizowany w firmach, gdy urojona maksymalizacja efektywności przerasta możliwości fizyczne lub psychologiczne znacznej części zatrudnionych. Dochodzi do tego jawny lub utajony mobbing, co prowadzi w wielu przypadkach do depresji, załamań neurotycznych, a nawet rozwoju psychoz.

Związki zawodowe i inne organizacje społeczne powinny przeciwstawiać się takim dewiacyjnym procesom, gdyż
niehumanitarne warunki pracy nie dotyczą tylko uwięzionych lub nieletnich gdzieś na Dalekim Wschodzie, ale rozwijają się w najlepsze niczym barszcz Sosnowskiego w centrum Europy, w Niemczech, w Belgii, czy Polsce. W krajach takich jak Polska dodatkowym elementem stresogennym może być deprecjacja płacowa pracownika, co nie tylko obniża jego samoocenę, ale może w sposób radykalny zaniżać jakość wyników pracy. W wielu zawodach w Polsce mamy sytuację wysokich wymagań połączonych z płacą na poziomie minimum życiowego. Rodzi to potencjalny konflikt z pracodawcą i nieetyczne postawy u obu stron. Niestety zakres tego konfliktu ujawni się zapewne dopiero podczas kolejnego wybuchu niezadowolenia społecznego, gdyż zjawiska te albo nie są u nas badane, albo też są utajniane i dostępne wyłącznie elitom rządzącym. (sjw)


03.12.2014

Funkcjonariusze CBA zatrzymali 14 osób - pracowników ZUS i firm komputerowych - w związku ze śledztwem dotyczącym nieprawidłowości przy przetargach informatycznych dla ZUS. Sprawdzane jest postępowanie na zakup drukarek - dowiedziała się Polska Agencja Prasowa w Prokuraturze Okręgowej Warszawa-Praga. Wśród zatrzymanych są trzy osoby pracujące w departamencie zarządzania systemami informatycznymi ZUS - poinformowała rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga Renata Mazur. Z nieoficjalnych informacji PAP wynika, że wśród zatrzymanych jest też b. członek zarządu ZUS ds. informatycznych, który obecnie pracuje w Ministerstwie Finansów. Chodzi o obecnego pełnomocnika ds. informatycznych MF.

To nie pierwsze śledztwo CBA w związku z informatyzacją urzędów. W ostatnich miesiącach głośne było dochodzenie w sprawie korupcji w MSWiA, gdzie w związku z ustawianiem przetargów zatrzymano około 40 osób. Wśród nich są wysocy urzędnicy ministerstwa, między innymi były wiceszef MSWiA. (za wiadomości.wp.pl)

Komentarz:
Liczba przestępstw informatycznych rośnie w szybkim tempie wraz z przyrostem potrzeb przetwarzania danych w sieciach komputerowych. Jest to swoiste signum temporis XXI wieku. Warto zauważyć, że korupcja w instytucjach państwowych dotyczy nie tylko samego wyboru oferty, ale także takiego "ustawienia" przetargu, które przesądza z góry o nieuchronnym wyborze konkretnego oferenta.

Organy ścigania muszą więc posiadać bardzo głęboką wiedzę o optimum poszczególnych przetargów, by móc właściwie oceniać patologie w polskich instytucjach publicznych. Powinny się zatem "otworzyć" na najzdolniejszych, bo spece od korupcji też nie zasypiają gruszek w popiele i dbają o kaperowanie geniuszy komputerowych. Często przeradza się to w "brudną wojnę" z udziałem szantażu, porwań, czy inwigilacji życia prywatnego. Powszechna komputeryzacja ma zatem nie tylko jasne strony i by obniżyć koszty, dobrze byłoby zadbać o prewencję. Myślę głównie o precyzyjnych i dobrze przemyślanych regułach prawnych, ale cóż, jaki mamy Sejm, takie też są ustawy... (sjw)



20.11.2014

Jak się okazało, oprogramowanie przygotowane na wybory samorządowe nie sprawdziło się. Co więcej, wiele wskazuje, że zostało napisane niechlujnie, a programy nie zostały w żaden sposób zoptymalizowane. Do sieci wypłynął kod źródłowy Kalkulatora Wyborczego przeznaczonego dla Komisji Obwodowych, który niestety wyglądał tragicznie. Internauci wypisują błędy, jakie w nim występują. Zwracają m.in. uwagę na problemy ze stworzonymi plikami XML, w których występują problemy z nazwami i klasami. Programiści często powtarzali też duże części kodu, co świadczy jedynie o słabej znajomości dobrej metodologii pisania programów: "kod wyglądający jakby go pisali studenci 1szego roku na darmowych praktykach" to jedno z łagodniejszych określeń internautów.

Na facebookowym profilu Marka Małachowskiego pojawiła się obszerna analiza kodu, a sam autor wskazał wręcz niewybaczalne w tym przypadku niedopracowanie. Logowanie przy pomocy niepodpisanego klucza cyfrowego, który może wygenerować dosłownie każdy, pozwala na bezproblemowe wejście do systemu jako członek dowolnej komisji okręgowej. Co więcej, potrzebne jest do tego jedynie przejrzenie ogólnodostępnej instrukcji obsługi.

Wskazuje się, że Kalkulator Wyborczy niestety nie był w żadnym stopniu zabezpieczony. Sam kod źródłowy programu pojawił się w sieci jeszcze przed wyborami, więc osoby potrafiące rozpoznać krytyczne błędy, mogły je wykorzystać. Sytuacja jest tak groteskowa, że powstał nawet konkurs na najgorszy fragment kodu, a cała sytuacja komentowana jest nie tylko u nas, ale i na zagranicznych eksperckich forach. Miejmy nadzieję, że wszystkie osoby zaangażowane w projekt wyciągną wnioski z tej przykrej sytuacji i w przyszłości nie będziemy świadkami podobnych wydarzeń. (za onet.technowinki)

Komentarz: Możliwość logowania się w roli członka dowolnej komisji wyborczej, to nie tylko frajda dla początkujących hakerów, ale także możliwość wpływania na ich wynik. Sprawa polskich wyborów była szeroko dyskutowana na forach skupiających informatyków za granicą i można przypuszczać, że wielu z nich miało szansę "buszować" w oprogramowaniu wyborczym. Czy wskutek tego wprowadzono istotne zmiany w wynikach wyborów, trudno jest to przesądzić na obecnym etapie wyborczego chaosu. (sjw)


28.10.2014

Rodzima spółka, która zajmuje się promowaniem polskich wynalazków związanych z energetyką, przekonuje, że ma wynalazek, który "odkształci rozumienie energetyki odnawialnej w Polsce i na świecie".

Chodzi o nowy typ farm wiatrowych, tzw. "Pionowe siłownie wiatrowe Piskorza", które charakteryzują się zupełnie odmienną konstrukcją od tradycyjnych elektrowni wiatrowych w formie gigantycznych wiatraków.
Jest to polski wynalazek, polska produkcja i polska firma - podkreśla firma.

Jak przekonuje spółka ProEnergetyka na swojej stronie internetowej, pionowe siłownie wiatrowe są znacznie doskonalsze od dotychczas stosowanych na całym świecie rozwiązań.

ProEnergetyka wylicza liczne zalety, jakimi mają charakteryzować się pionowe siłownie na tle wiatraków. Są to m.in. czterokrotnie niższy próg siły wiatru, przy którym zaczynają działać, praca przy każdym kierunku wiatru, wysokość maksymalnie 30 m, dzięki czemu nie jest wymagana zgoda Urzędu Lotnictwa Cywilnego, 1,5 raza większa efektywność, a także niższe koszty eksploatacji.

Jak informuje Polskie Radio, do tej pory zbudowano jedną elektrownię nowego typu - w miejscowości Kodeń na Podlasiu. W tym roku jeszcze "pójdzie" rzeszowskie i stocznie w Trójmieście. Zainteresowanie jest duże nie tylko w Polsce, ale także zagranicą, szczególnie w Azji - przekonuje Sylwester Salach z firmy ProEnergetyka. (wp.biztok.pl)

Komentarz: Konstrukcja "nadbudowanych turbin" wydaje się być bardziej odpowiednia dla naszych dość umiarkowanych powiewów. Miejmy nadzieję, że nie pozwolimy jakiemuś koncernowi na wykupienie i zduszenie produkcji polskiej konkurencyjnej firmy. Producentów wiatraków może to bowiem bardzo boleć!
Internauci już się zastanawiają, czy zniszczy ich a. fiskus, b. mafia, c. rząd, d. służby specjalne innych państw,

Należy drobiazgowo sprawdzić, czy urządzenia te nie naruszają cudzych patentów i jest szansa nawet na podbój rynku unijnego, bo urządzenia są bardziej wydajne i tańsze od kolosów ze śmigłem! Rząd powinien roztoczyć specjalną ochronę nad tego typu produkcją. (sjw)


03.10.2014

W numerze 10/2014 Świata Wiedzy zaprezentowane zostały 100 trucizn i zagrożeń występujących w popularnych produktach spożywczych. Oto niektóre z nich:

Solanina, tomatyna - naturalna trucizna w niedojrzałych, zielonych pomidorach i kiełkujących ziemniakach (zielone miejsca przy kiełkach wycinamy z zapasem). Jeden niedojrzały pomidor ma 25 mg trucizny, dawka śmiertelna - 400 mg. Mniejsza dawka - objawy silnego zatrucia żołądkowego, jelit i nerek.


Ołów i arsen - w Tajlandii i Chinach część upraw ryżu skażona jest tymi pierwiastkami (uprawa na polach w okolicy kopalń i hut lub po bawełnie). Wieloletnie spożycie tych metali ciężkich może spowodować, m.in. raka skóry lub żołądka. Chiny za dopuszczalną górną granicę arsenu w 1kg ryżu uznały 150 mg i przy przekroczeniu jej ryż jest przeznaczony na eksport. Unia Europejska nie uwzględnia tej trucizny w swoich normach (?!)

Tłuszcze trans (utwardzone) - ponoszą odpowiedzialność (już od 5 gramów w potrawie) za zwiększenie ryzyka udaru lub zawału. Występują szczególnie w ciastach francuskich, fryturach, krakersach, pasztetach, batonikach, musli, chipsach i frytkach.

Listeria - bakteria, która może wystąpić w surowej kiełbasie (biała, metka, surowa wędzona), dobrze się namnaża w warunkach chłodniczych, stąd może infekować surowe mięso. Listerioza niekiedy jest nieuleczalna.

Aspartam - w napojach bezcukrowych i gumie do żucia. Puszka lemoniady zawiera do 200 mg aspartamu, który w organizmie, ulega przemianie, m.in. na metanol, a następnie rakotwórczy formaldehyd (neurotoksyna). Formaldehyd ten kumuluje się w organizmie. Tak więc należy wykazywać umiar w korzystaniu z produktów zawierających ten słodzik.

Powyższa lista będzie uzupełniana.


Komentarz: Zagrożenia dla zdrowia Polaków występują nawet w przypadku bardzo popularnych produktów. Najczęściej nie zdajemy sobie sprawy, że serwowany nam z uśmiechem przez sprzedawców towar może być dla nas niebezpieczny. Dlatego też, żądajmy od władz państwowych i koncernów spożywczych, by zadbały o nasze bezpieczeństwo żywnościowe. Niestety, bez specjalistycznych badań na które nas po prostu nie stać, nie jest to możliwe. Wiążą się z tym spore koszty, ale należy zarówno władzom, jak i właścicielom koncernów uświadomić, że znacznie droższe od prozdrowotnych badań jest ludzkie życie i zdrowie!


18.09.2014

27 lat po katastrofie w Czarnobylu niepewne jest finansowanie betonowej osłony, która ma zabezpieczać resztki zniszczonego reaktora - informuje Deutsche Welle. Brakuje pieniędzy na budowę ochronnej powłoki zabezpieczającej resztki reaktora w Czarnobylu. Deficyt wynosi obecnie 615 mln euro, donosi Niemiecka Agencja Prasowa (dpa) powołując się na informacje z kręgów rządowych. Bez pomocy finansowej Niemiec i innych państw G7 grozi wstrzymanie projektu.

W październiku odbędzie się pod przewodnictwem niemieckiego ministerstwa środowiska spotkanie ekspertów G7 ds. bezpieczeństwa nuklearnego, podczas którego toczyć się będą rozmowy m.in. o ukraińskim reaktorze w Czarnobylu. (wp.wiadomości)


Komentarz: Pieniądze na "sarkofag" czernobylski raczej się znajdą, aczkolwiek do kosztów użytkowania elektrowni jądrowych powinny być dodawane koszty katastrof, zarówno tych realnych, jak Fukushima i Czernobyl, jak i potencjalnych. Być może okaże się wówczas, że koszt elektrowni jądrowych odbiega od dotychczasowych rachunków. (sjw)


=============== Nr 4 (21) 2014 ================ Nr 4 (21) 2014 ===============

25.07.2014

Firma Adidas wprowadza do futbolu przełomową innowację. To piłka Smart Ball z zamontowanymi czujnikami, wykorzystująca technologię Bluetooth Smart i przekazująca dane do aplikacji. Służy ona do treningu stałych i kluczowych fragmentów gry, takich jak rzuty karne, wolne, kornery, długie podania oraz strzały na bramkę.

Piłka dostarcza do aplikacji (dostępnej wyłącznie na iPhone oraz iPod Touch) precyzyjne dane m.in.: siłę strzału oraz punkt uderzenia, dzięki czemu można analizować i przewidywać trajektorię lotu oraz podkręcenie. Smart Ball to narzędzie, które wspiera trenerów w szlifowaniu piłkarskiego rzemiosła ich zawodników – od techniki strzału po zwiększanie jego siły.

miCoach Smart Ball umożliwia wykształcenie kompletnego warsztatu piłkarskiego. Intuicyjna aplikacja podzielona jest na programy treningowe oraz sekcje techniczne zawierające instrukcje nawet najbardziej zaawansowanych zagrań. Zakładka „wyzwania” to zbiór zadań dla gracza, np. wykonanie strzału z odpowiednią prędkością lub po określonym torze. Aplikacja umożliwia również zapisywanie wszystkich treningów i śledzenie postępów w czasie. (za WP, Sport)


Komentarz: Wreszcie elektronika wkracza śmielej do zatęchłego świata futbolu. Umożliwi to nie tylko rozstrzygnięcie kontrowersyjnych sytuacji piłkarskich przez widzów i ekspertów, ale także zrewolucjonizuje szkolenie zawodników. Tym bardziej, że oferowana przez Adidasa technologia nie wygląda na nazbyt elitarną z uwagi na koszt sprzętu. Zwłaszcza po jej niezwykle prawdopodobnym sklonowaniu przez firmy Państwa Środka.

Jedyną istotną przeszkodą dla stosowania tego rodzaju nowinek podczas meczów mogą być działacze FIFA i UEFA oraz macherzy od totalizatorów, dla których fałszowanie widowiska sportowego przy pomocy skorumpowanych sędziów było znacznie prostsze. Wyrafinowana technika jest znacznie trudniejsza do sfałszowania, gdy poznanie technologiczne koresponduje z poznaniem naocznym. Bo mamy wtedy do czynienia z podwojoną kontrolą rzeczywistości. (sjw)


10.07.2014

"Puls Biznesu" donosi, że prof. Henryk Skarżyński, wieloletni dyrektor państwowego Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu (IFPS), zwyciężca plebiscytu "Ludzie Wolności" organizowanego przez "Gazetę Wyborczą" i TVN pod honorowym patronatem prezydenta RP B. Komorowskiego. zamawia sprzęt i usługi warte miliony złotych w spółkach należących do członków rodziny. IFPS to nie tylko instytut naukowy, ale także największy ośrodek laryngologiczny w Polsce, którego pacjenci są w ramach opieki medycznej wyposażani w aparaty słuchowe. Wśród głównych dostawców Instytutu są spółki syna Henryka Skarżyńskiego, synowej i jej brata oraz bratanka. W 2013 r. podpisały one z IFPS umowy ramowe warte 12,6 i 10,6 mln. zł.

W IFPS wszczepiono do tej pory ponad 4 tys. implantów ślimakowych, importowanych z Cypru i Łotwy. Dziennikarska dociekliwość "Pulsu Biznesu" pozwoliła ustalić, że jedna spółka łotewska i dwie cypryjskie zostały powołane wyłącznie na potrzeby polskiego instytutu, co zapewnia im gigantyczną rentowność na poziomie 27 proc. Prof. Skarżyński jest zdania, że relacje publicznego instytutu z prywatnymi spółkami, których właścicielami są członkowie jego rodziny, nie rodzą żadnych konfliktów interesów. (za Onet, Biznes)

Komentarz:
Z pewną nieśmiałością pozwoliłbym się różnić w poglądach prawnych z podejściem Profesora. Otóż wszelkie relacje instytucja-rodzina są nie tylko objęte dość ścisłą procedurą formalno-prawną, ale pociągają za sobą określone skutki prawne. Dziw nad dziwy, że tego typu przedsiębiorstwo rodzinne mogło sobie funkcjonować przez całe lata nie budząc zainteresowania organów praworządności. Ale cóż, jeśli przez trzy lata kelnerzy mogli nagrywać najważniejsze osoby w państwie z ministrem Spraw Wewnętrznych na czele, to państwowo-prywatna dystrybucja aparatów słuchowych jawi się jako "mały pikuś". (sjw)


14.06.2014

Polski zespół "Need for C" zdobył złoto w pierwszych mistrzostwach świata dla programistów, które odbyły się w w Helsinkach.

Za pokonanie siedmiu innych finalistów Wojciech Jaskowski i bracia Tomasz oraz Piotr Żurowscy otrzymali wydrukowane na drukarce 3D złote medale oraz 5000 euro do podziału. Warto nadmienić, że kwalifikacje mistrzostw rozpoczęły się w kwietniu b.r. z udziałem ponad 4000 programistów z 92 krajów.

Zadanie programistów polegało na stworzeniu wirtualnego samochodu rajdowego, który wyposażony byłby w sztuczną inteligencję, pozwalającą mu na 100-procentowo autonomiczne wyścigi.

Komentarz: Fantastyczny sukces. Na Zachodzie dla tak utalentowanych młodych ludzi otwierają się rozliczne bramy kariery zawodowej. W Polsce posady są zablokowane przez zamulonych pociotków elity politycznej, więc niech na za wiele nie liczą. Ale nie muszą się martwić o przyszłość. Zagraniczne firmy mają w Polsce skautów wyszukujących młode talenty, nie tylko piłkarskie, więc będą mogli przebierać w ofertach! A my możemy jedynie zadowolić się dumą z rodaków, bo w samej Polsce potrzebni są tylko ludzie do czarnej roboty, a nie mistrzowie świata w programowaniu. (sjw)


06.06.2014

5 czerwca w "Dużym Formacie", dodatku do "Gazety Wyborczej", Krzysztof Krauze zabrał głos w sprawie prawa do eutanazji. Reżyser, u którego zdiagnozowano raka, jest jej zwolennikiem. "Moje prawo do eutanazji nie narusza niczyjej wolności. Umieraj, jak chcesz, i pozostaw tę wolność mnie" – zaznacza Krauze.

Na łamach "Dużego Formatu" Krauze pisze, że ma prawo, aby odejść "godnie". Reżyser otwarcie mówi o tym, że jest za prawem do eutanazji. "Jestem zwolennikiem swego własnego samobójstwa. Mój Bóg, z którym rozmawiałem rano, powiedział mi: rób, co chcesz, tylko nie dręcz innych" – dodaje. Krzysztof Krauze uważa również, że w dzisiejszych czasach temat eutanazji został "upolityczniony tak samo jak in vitro i przeliczony na głosy".

Krauze, który zmaga się z rakiem, uznaje, że cierpienie jest bezcelowe, że okalecza i odbiera rozum, a agonię w torturach zostawia biskupom. Proponuje, by Polacy leczyli się z wielowiekowej depresji i wpuścili życie do kościołów. (za Onet, Film)

Komentarz: Krzysztof Krauze wypowiada się tak, jak gdyby w każdym sklepie nie było środków, które mogą człowieka uśmiercić, a Episkopat nie zezwalał na ich zakup. Myślę, że nie tylko ludzi pokroju reżysera Krauzego stać choćby na litr spirytusu, który zapewni eutanazję osłabionego lekami pacjenta w miłej atmosferze na wzór Petroniusza z "Quo vadis".

Problem większości chorych jest zasadniczo odmienny od rozterek histerycznych bogaczy. NSZ niestety nie nadąża za światem, gdzie przykładowo na chorobę nowotworową stosuje się coraz częściej bardzo skuteczną, nieokaleczającą i nieinwazyjną kurację immunologiczną, czy bioelektroterapię. Zamiast upowszechniać tego typu metody, przez ostatnie lata ciągnie się dysputy jak zmniejszyć kolejki do specjalisty i przyspieszyć niezbędne zabiegi. Jest to typowe "bicie piany", bo kolejki do specjalistów trzymają się dzielnie, ale przynajmniej może "ciemny lud to kupi", że rządowi koryfeusze tak się zamartwiają jego losem.

Niewątpliwie eutanazja jest jeszcze skuteczniejszą i tańszą metodą skrócenia kolejek, aniżeli kuracja immunologiczna. Że też ów czarnosecinny Episkopat musi sabotować tak proste i genialne równocześnie pomysły uzdrowienia naszej ojczystej służby zdrowia... (sjw)



01.06.2014

Gruźlica odporna na antybiotyki


(...)

Choroba zazwyczaj objawia się m.in. gorączką, ogólnym osłabieniem, utratą masy ciała. Można także zauważyć powiększone węzły chłonne. Charakterystyczne jest, że powoduje poważne zmiany w płucach. W efekcie pacjent intensywnie kaszle, czasem pluje krwią. Nieleczona gruźlica może prowadzić do śmierci. Obecnie leczenie jest długotrwałe (ok. 6 miesięcy), ale dobrze prowadzone prowadzi do całkowitego wyzdrowienia. Problem pojawia się jednak, gdy nie przebiega ono prawidłowo lub zostanie przerwane zbyt wcześnie.

To właśnie nieodpowiednie leczenie, a zwłaszcza jego zbyt wczesne przerywanie, spędza dziś sen z powiek specjalistom zajmującym się kwestiami zdrowia na świecie. Może ono bowiem prowadzić do uodpornienia się prątków, a co za tym idzie – zachorowania na tzw. gruźlicę lekoodporną (wielolekoodporną). I to właśnie ta choroba jest notowana u coraz większej liczby ludzi w niektórych rejonach naszej planety.

Warto zaznaczyć, że przed dwoma laty w Indiach pojawiły się przypadki gruźlicy całkowicie lekoodpornej, którą WHO uznała za osobną kategorię choroby. Jak wówczas informowano, pacjenci byli chorzy całkowicie nieuleczalnie. I choć podobnych zachorowań jest znacznie mniej, to według badaczy jest to wyjątkowo niebezpieczne, bo oznacza ewolucję choroby od "normalnej" gruźlicy do choroby totalnie odpornej na leki.

(...)

Obecnie gruźlica zabija na świecie niemal tyle samo osób, co HIV i AIDS. – Co roku pojawia się ok. 450 tys. przypadków lekoodpornej gruźlicy. I to jest najbardziej przerażające, gdy zostajesz z mniejszą liczbą opcji leczenia, a co gorsza, część z nich jest toksyczna – mówi Mario Raviglione z WHO. Według eksperta, epidemia może różnie przebiegać w różnych częściach świata, ale pozostaje problemem międzynarodowym. - Aż 60 proc. przypadków odnotowuje się w Rosji, Indiach, Chinach, Republice Południowej Afryki. Więc jeśli tam sytuacja się nie poprawi, to i w skali światowej nie będzie lepiej – mówi Raviglione.

Również w jego opinii szczególnie niepokojąca jest sytuacja w RPA. – W tej części świata jest szczególnie dużo zarażonych HIV. W efekcie gruźlica może rozprzestrzeniać się wyjątkowo szybko, gdy HIV wzmocni jej efekt – wyjaśnia. Wirus osłabia bowiem układ odpornościowy człowieka i sprawia, że prątki gruźlicy mogą błyskawicznie przenieść się i opanować dany organizm.

Jak zapobiec epidemii?

Naukowcy starają się zrobić wszystko, by zapobiec globalnej epidemii. W zeszłym tygodniu 67. Światowe Zgromadzenie Zdrowia zatwierdziło długoterminową globalną strategię w sprawie gruźlicy wielolekoodpornej. Zakłada ona zmniejszenie liczby zgonów o 95 proc. do 2035 roku. Specjaliści zwracali także uwagę na coraz powszechniejszy problem z nieskutecznością antybiotyków i ryzykiem, iż liczne choroby stają się nieuleczalne.

Dlatego WHO zależy na poprawieniu diagnostyki i leczenia lekoodpornej gruźlicy, na którą nie działają antybiotyki, w rejonach szczególnie dotkniętych przez tę chorobę. Ponieważ leczenie wymaga brania przez pacjentów leków przez co najmniej dwa lata i – jeśli ma odnieść skutek – nie może być przerwane, to jest to bardzo trudny proces. Na przeszkodzie stoją także kwestie ekonomiczne. Nowe leki są bardzo drogie, a ponieważ problem dotyczy głównie krajów rozwijających się, pacjentów zwyczajnie na nie nie stać.

Sytuacja w Polsce

W Polsce, podobnie jak na świecie, dominującą postacią jest gruźlica płuc. W roku 2011 zarejestrowano w naszym kraju 8478 przypadków. Zapadalność (22,2/100 tys. ludności) jest jednak wciąż wyższa niż średnia w krajach Unii Europejskiej oraz w Norwegii i Islandii (współczynnik 14,2/100 tys. ludności). Lekarze zwracają uwagę, że nierzadko objawy, podobne do zwyczajnej grypy, są bagatelizowane, więc wielu nosicieli nie wie, że choruje. Ponadto nierzadko turyści przywożą do kraju zmutowane formy choroby. Problemem jest także mało poważne podejście do leczenia i wypisywanie się przedwcześnie z terapii, która musi przebiegać pod nadzorem medyka.

Co możemy zrobić, by uchronić się przed chorobą? Częściowo zapobiega jej szczepienie (jego skuteczność z latami spada). Ponadto należy unikać kontaktu z zarażonymi, przestrzegać zasad higieny i zdrowego odżywania, a w grupach osób podwyższonego ryzyka przeprowadzać badania. Natomiast w razie zachorowania, bezwzględnie stosować się do zaleceń lekarza. W Polsce leczenie gruźlicy jest obowiązkowe i bezpłatne.
(Przytoczone fragmenty z Onet, Wiadomości, Świat, Choroby, 01.06.2014)

Komentarz: Od kilku lat środowiska lekarskie próbują nagłośnić zagrożenie epidemią nowej postaci gruźlicy. Niestety ministerstwo "zdrowia" pod wodzą B. Arłukowicza nie potrafiło przeprowadzić nawet masowych badań w tych rejonach, które negatywnie wyróżniają się w statystykach zachorowalności. W PRL-u mielibyśmy w analogicznej sytuacji akcję ogólnopolską. Ale żyjemy niestety w III. RP w której zdrowo się żyje tylko wybrańcom narodu. (sjw)





Powrót do treści | Wróć do menu głównego